Islandia – wyprawa do malowniczej krainy ognia i lodu

Islandia panorama

Inny świat…

 

Kraina ognia i lodu. Góry, lodowce, wulkany, gejzery, pola geotermalne, pola lawy, skaliste wybrzeża i klify, ciekawe plaże (również ze złotym piaskiem!), laguny lodowcowe, potężne wodospady. Czyste rzeki pełne ryb, wieloryby, bogactwo ptaków morskich i kuce islandzkie. Czyste powietrze, wielkie pustkowia i surowa przyroda. Ciepłe źródła, spływy kajakowe i raftingowe, przejażdżki jeepami, skuterami, rowerami, wyprawy wędkarskie, polowania, wycieczki górskie i na lodowce. Nie ma kraju na ziemi, który można by było przyrównać do Islandii. Człowiek czuje się jakby wylądował na zupełnie innej planecie. To jest coś, co każdy prawdziwy turysta powinien zobaczyć. I przeżyć. Kto nie był, nie uwierzy.

 

Dlaczego akurat Islandia?

 

Myśl podróży na Islandię pojawiła się zaraz po zwiedzeniu Irlandii, lecz ze względu na koszty takiej wyprawy (porównywalne z kosztami wycieczki egzotycznej) i mylnym przekonaniu, że w odniesieniu do nich atrakcje są relatywnie niewielkie wyprawa pozostawała gdzieś daleko w sferze marzeń… Jako że koszty odgrywają w tym przypadku największą rolę termin musiał zostać ustalony na „przedsezon”, a co za tym idzie, zwiedzanie ograniczone do miejsc dostępnych na przełomie maja/czerwca (czyli praktycznie ominięcie interioru, albo inaczej, zostawienie go sobie na inną wyprawę).

 

 

Przygotowania i plan działania

 

Jako że to nasza pierwsza wyprawa samolotowa wyjątkowo dokonujemy rezerwacji wszystkiego: samochodu, noclegów, kupujemy bilety lotnicze. Opcji dotarcia na Islandię jest kilka. Mając samochód terenowy i mnóstwo czasu można zdecydować się na trwającą cztery dni podróż promem. Ale z 1,5 dniowym postojem na Wyspach Owczych. Latem z Warszawy latają tanie linie (lot trwa cztery godziny). Nie ryzykujemy jednak i wybieramy regularne linie, wprawdzie z przesiadką, ale tańsze (!).

Po zakupie biletów lotniczych przeglądamy islandzkie hotele na naszej trasie i jesteśmy zaszokowani ich małą liczbą i wygórowanymi (łagodnie to ujmując) cenami. W tańszych (do 100 EUR) powoli kończą się miejsca, a droższe mają ceny rzędu 200/300 EUR za pokój… Taniej jest w stolicy ze względu na większą konkurencję. Na pozostałym obszarze ma się do wyboru: albo bierzesz co jest, albo jedziesz 200 km krętą drogą do następnego hotelu… Rezerwujemy więc w tempie ekspresowym noclegi i za jednym ciosem samochód. 4×4 oczywiście.

Ważnym i przydatnym ułatwieniem w podróży (chyba każdej zagranicznej, ale dopiero niedawno to odkryliśmy) jest karta bankomatowa, która nie pobiera prowizji od wypłat z bankomatów (na całym świecie). W ten sposób nie zachodzi konieczność wymiany waluty na korony, a co za tym idzie, szukania kantorów.

Do walizek pakujemy tony batonów, wafli i tradycyjnie zupki (w torebkach, nie w kubkach, bo wybuchają na dużych wysokościach). Nie zamierzamy stołować się w miejscowych restauracjach ze względu na ceny…

 

Startujemy! – dzień pierwszy!

Wylatujemy wieczorem z Warszawy, więc dochodzą nam jeszcze koszty parkingu na 12 dni. Przesiadkę mamy z Kopenhadze, tak pustego lotniska jeszcze nie widzieliśmy. Jest sobota, po naszym samolocie (22.30) wylatują jeszcze tylko dwa, a potem przerwa do 5 rano. Zamykają wszystkie sklepy i bary… Udaje nam się kupić kanapki w jedynym czynnym kiosku…

W Keflaviku jesteśmy około północy. Szybko udajemy się do wypożyczalni samochodów, czeka na nas nowiutkie Suzuki Grand Vitara (niestety benzyna 2.4L). – stan licznika to 50km (dojechało tu z salonu z Reykjaviku). Okazuje się także, iż ubezpieczenie (mimo iż podczas rezerwacji przez internet wybieraliśmy najdroższą opcję) nie obejmuje przedniej szyby oraz uszkodzeń spowodowanych przez pył wulkaniczny (istnieje konieczność dopłaty). Nie ryzykujemy i w ten sposób już na wstępie pozbywamy się 700 złotych… A właściwie zostajemy tylko o tym poinformowani, bo płatność egzekwowana jest przy oddawaniu samochodu.

O tej porze roku w Islandii nie zapada całkowita ciemność: jest szaro. Do hotelu mamy kilkadziesiąt kilometrów. Odpalamy nawigację. To, co wyłania się nam z szarości daje nam przedsmak tego, co zobaczymy później. A właściwie z drżeniem serca zastanawiamy się, czy zobaczymy tu coś jeszcze… Dookoła tylko pola lawowe. Niegościnna, surowa kraina. A myśmy wydali tyle kasy 😉

Udaje nam się prawie bez problemów dotrzeć do hotelu. Prawie, gdyż okazuje się, że hotel ma zupełnie inną nazwę niż w internecie… Recepcjonistką okazuje się Polka. Padamy ze zmęczenia, ale jak to bywa w chłodnym klimacie z prawie wiecznym dniem, rano budzimy się wcześnie, już wypoczęci.

Nocleg: Reykjavik, Arctic Comfort Hotel 8476 ISK (40 €/pokój dwuosobowy, śniadanie 6,50€/os) – duży pokój, dobrze wyposażony (lodówka, kuchenka, mikrofalówka, naczynia), różnorodne śniadanie, minusem jest brak suszarki do włosów

Przelot w obie strony na trasie Warszawa-Kopenhaga-Reykjavik dla dwóch osób: 2900 PLN

Wynajęcie samochodu (4×4 Suzuki Grand Vitara): 242 649 ISK (ok. 6000 PLN)

Parking w Warszawie na 12 dni: 132 PLN

Ilość przejechanych kilometrów: 64 – to chyba nasz rekord 😉

 

Dzień drugi

Pierwszy dzień w Islandii ma być rozgrzewką, więc nie wybieramy się daleko, chcemy objechać półwysep Reykjanes. Zgodnie z planem pierwszym punktem jest Seltjarnarnes i Hafnarfjordur, chociaż przekonujemy się, że nie ma co tu oglądać. Jest niedziela rano, wszędzie pustki. Ścieżka do latarni, z powodu okresu lęgowego ptaków, jest zamknięta. Ruszamy dalej, na drogę 42, która okazuje się strzałem w dziesiątkę. Nagle z miasta robi się niegościnna, szaro-bura pustynia. Ale nie na długo, bowiem kolory zmieniają się dosyć szybko: skały i pył ustępują miejsca żółto-buremu nalotowi mchów, gdzieniegdzie przebija się trawa, po czym naszym oczom ukazuje się jezioro Klevfarvatn otoczone czarnymi plażami. W oddali widzimy kłęby białego dymu wydobywającego się z ziemi… Podjeżdżamy bliżej i już czujemy zapach siarki. To pola geotermalne Seltun w pobliżu opuszczonej osady Krysuvik. Kolory jak z bajki…

Jedziemy drogą numer 427 w kierunku wschodnim, na Grindavik, po czym drogowskazy kierują nas na Błękitną Lagunę. To znane na całym świecie uzdrowisko geotermalne, dlatego też ceny należą do horrendalnych (nawet jak na Islandię). Ale ludzi tutaj sporo, w końcu to punkt obowiązkowy wszystkich wycieczek. Postanawiamy i my się przyłączyć. Rzeczywiście pomysł wygrzewania się w ciepłych źródłach (i saunach) kiedy temperatura powietrza wynosi zaledwie kilka stopni jest rewelacyjny (relaks i odnowienie sił gwarantowane), aczkolwiek podobny efekt osiągniemy na basenach w Reykjaviku, za dziesięciokrotnie (!) niższą kwotę…

Ruszamy dalej na wschód, droga 425 doprowadzi nas do kolejnych pól geotermalnych Gunnuhver. Tutaj już dymi na całego, jest też elektrownia. Słońca nie ma, a i widoczność nie zachwyca, co pewnie dodaje tajemniczości dzikiemu wybrzeżu w okolicach Reykjanesta. Teraz droga skręca na północ i niedaleko stąd znajduje się słynny most łączący Europę z Ameryką. Szczelina między dwoma płytami tektonicznymi nie jest tu tak okazała jak w innych miejscach na Islandii, chociaż informacja, że corocznie zwiększa się o 2 cm, robi wrażenie.

W Keflaviku robimy małe zakupy (w pokoju hotelowym mamy mikrofalówkę, postanawiamy wykorzystać sytuację i zjeść ciepły obiad, pada na pizzę i lazanię – tradycyjne islandzkie dania ;-)).

Wracamy do Reykjaviku i urządzamy sobie spacer po mieście. Stolica Islandii nie zachwyca, chociaż i tak jest chyba najładniejszym miasteczkiem. Islandzkie domy zbudowane są z prefabrykatów i obite blachą, by były jak najbardziej odporne na panujące tutaj warunki atmosferyczne. Jako że na wyspie praktycznie nie ma drzew drewniane domy budowano kiedy w okolicy rozbił się jakiś statek… Albo bogacze sprowadzali drewno z Norwegii…

Nocleg: Reykjavik, Arctic Comfort Hotel 8476 ISK (40 €/pokój dwuosobowy, śniadanie 6,50€/os)

Paliwo (benzyna 95): 1L = 237,4 ISK, 21,76L = 5166 ISK (diesel w podobnej cenie)

Ilość przejechanych kilometrów: 219

Przykładowe ceny:
chleb – 420 ISK
ciastko – 330 ISK
piwo 0,5L Egils Pilsner 2,5% (!) – 93 ISK
mrożona pizza – 495 ISK
mrożona lazania – 975 ISK
reklamówka – 20 ISK

 

Dzień trzeci

Jako że trzy pierwsze noclegi zarezerwowaliśmy w Reykjaviku pora na kolejny objazd – tym razem słynny złoty krąg, czyli kolejne najbardziej znane atrakcje Islandii. Wycieczkę rozpoczynamy drogą 36 docierając do Parku Narodowego Pingvellir, który oprócz wspaniałych krajobrazów ma także znaczenie historyczne – tutaj w 930 roku obradował pierwszy islandzki parlament. Jest to bardzo malownicze miejsce, a uskok tektoniczny Almannagia naprawdę robi wrażenie.

Kolejnym punktem każdej wycieczki jest obszar Geysir, na terenie którego działa gejzer Stokkur, wyrzucający co 10 minut wodę na wysokość 35 metrów. Jest co oglądać i podziwiać, ale człowiek zastanawia się jakie wrażenie musiał robić Gejzer, który wyrzucał wodę na wysokość 80m!

Wodospady na Islandii mają raczej charakter amerykański niż europejski. Żaden wodospad w Europie nie może się równać wielkością i położeniem ze swymi islandzkimi kolegami… Ogrom wody, która przez nie przepływa, malowniczość terenu i kaskad to coś, co na zawsze pozostanie w pamięci. Taki też jest Gullfoss. Wprawdzie trzeba trafić na dobrą pogodę, ale to przecież zrozumiałe, że wodospad zupełnie inaczej prezentuje się w słońcu, a zupełnie inaczej we mgle…

Następnie drogami 30 i 32 przez dolinę Piorsardalur z widokami na wulkan Hekla docieramy do wodospadu Hjalparfoss – woda spływa tutaj dwoma strumieniami pomiędzy bazaltowymi kolumnami o przedziwnych kształtach. Największe jednak wrażenie estetyczne (tęcza) sprawia drugi co do wielkości w Islandii wodospad Heifoss. Można do niego dojechać samochodem z napędem na cztery koła. Trochę jednak dziwnie czujemy się w tym miejscu, gdyż po drodze nie spotykamy żadnego samochodu. Droga na ostatnim fragmencie nie jest łatwa. Wodospad spada kilkoma strumieniami po stromych skałach na dno wąwozu. W słońcu prezentuje się znakomicie. Do jedynki wracamy drogą numer 26.

 

Nocleg: Reykjavik, Arctic Comfort Hotel 8476 ISK (40 €/pokój dwuosobowy, śniadanie 6,50€/os)

Paliwo (benzyna 95): 1L = 237,4 ISK, 39L = 9408 ISK

Ilość przejechanych kilometrów: 384

Przykładowe ceny:
coca-cola 2L – 265 ISK
duże chipsy – 195 ISK
piwo 0,5L – 270 ISK
rum Bacardi 1L – 4999 ISK

 

Dzień czwarty 

Budzimy się i niestety pogoda nie jest już tak łaskawa jak przez pierwsze dwa dni, jest pochmurno, szaro i mży. W planach mamy objechanie wyspy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, więc ruszamy w kierunku południowo-wschodnim, jako pierwsze zwiedzając położone na wybrzeżu wioski Eyrarbakki i Stokkseyri. Miejscem, w którym zatrzymują się także rejsowe autobusy jest parking przy wodospadzie Seljalandsfoss. Dokoła wysokiego, „romantycznego” wodospadu wyznaczona jest ścieżka, dzięki której można zrobić zdjęcie wodospadu z „perspektywy skały”, z której spływa woda. Na parkingu (na totalnym odludziu) znajdują się w pełni wyposażone, czyste toalety…

Droga F249 na Porsmork przeznaczona jest dla terenowych samochodów 4×4. Czyli dla nas 😉 Niestety jest jeszcze dość wczesna pora roku i poziom rzek dość wysoki, przy ostatnim brodzie nie ryzykujemy, chociaż wyprawa jest godna polecenia: odludna kraina i surowe widoki. Wracamy na jedynkę, w okolicach Skogar robi się bardzo zielono. Skogafoss to wysoki, głośny wodospad, z racji położenia często odwiedzany przez turystów. Na próg wodospadu prowadzą schody. Widok stąd ładny, aczkolwiek do szczęścia potrzebne jest słońce 😉

Ponieważ zbliżyliśmy się do lodowca Myrdalsjokull, skręcamy w drogę 221 zobaczyć jęzor Solheimajokull. Niestety nie budzi zachwytu, ze względu na czarny kolor. Ze względu na częste opady pyłu wulkanicznego lodowiec nie przypomina lodowca, ale góry smoły… Spod jęzora wypływa żółto-bura woda. Bez porównania lodowce w Norwegii prezentują się oszałamiająco.

Kolejnym punktem naszej wyprawy ma być Dyrholaey – płaskowyż z widokiem jednocześnie na morze i lodowiec. Niestety droga, ze względu na okres lęgowy jest zamknięta (od 01.05 do 26.06). Na pocieszenie robimy zdjęcia skał z pobliskiej plaży Reynisfjara. Bazaltowe kolumny dopiero w porównaniu z człowiekiem pokazują swą wielkość. Z tablicy informacyjnej dowiadujemy się, że występuje tu „niebezpieczeństwo życia” i oprócz nieoczekiwanych fal i niebezpiecznych strumieni kamienie „padają”. Notabene fale w dniu dzisiejszym należą do dość dużych.

Podjeżdżamy do zielonego o tej porze roku Vik na małe zakupy, skorzystać z bankomatu i zatankować samochód, po czym wracamy kilka kilometrów do miejsca noclegu, gdzie oczywiście w recepcji spotykamy kogo? Naszego rodaka 🙂

Nocleg: hotel Dyrholaey (90€/pokój dwuosobowy ze śniadaniem) – przyjemny, ładnie położony hotel, serwujący bardzo dobre gorące śniadanie, bezpłatny internet, jest też suszarka do włosów

Paliwo (benzyna 95): 1L = 237,4 ISK, 33,25L = 7894 ISK

Ilość przejechanych kilometrów: 323

Przykładowe ceny:
1L sprite – 265 ISK
salami pepperoni (kilkanaście plasterków) – 389 ISK
chleb chrupki WASA – 269 ISK
chleb ciemny z ziarnami – 369 ISK 

Dzień piąty 

 

Rano ruszamy dalej drogą numer 1 w kierunku północno-wschodnim. Obszary Landbrot Eldhraun to lawa porośnięta już sporą warstwą mchu. Zatrzymujemy się w Kirkjubaejarklaustur by obejrzeć parę pomniejszych atrakcji typu wodospad Systrafoss, kolumna Systrastapi, Kirkjugolf, kaplica Klausturvegur. Od tego miejsca, a w szczególności na obszarze Skeidararsandur wyraźnie widać oznaki ostatniej erupcji w postaci pokrycia powierzchni cienką warstwą popiołu wulkanicznego. Są to tereny zalewowe w przypadkach powodzi spowodowanych przez topniejące czapy lodowcowe w momencie erupcji. Ciekawy film o powodzi z 2010r. można zobaczyć w biurze informacji turystycznej Skaftafell. Ze względów powodziowych odcinek ten W tym miejscu widać również jęzor lodowca Skeidararjokull, równie szaro-buro zabarwiony. Jest to największy europejski lodowiec w dolinie, więc jest całkowicie płaski, wygląda jak morze i trzeba się dobrze wpatrzyć, by go zauważyć ;-). W oddali wyrastają ośnieżone szczyty.

Ze względu na chroniczny brak czasu na urlopie (każdym) w Parku Narodowym Skaftafell mamy do wyboru – wspiąć się do wodospadu Svartifoss bądź przespacerować do lodowca Skaftafellsjokull. Wybieramy pierwszą opcję i po ok. godzinie możemy podziwiać bazaltowe kolumny wodospadu. Mimo iż pogoda nie dopisuje ludzi tutaj sporo.

Ring road prowadzi nas dalej, po drodze mijamy znak „glacier meeting point” i chętnie skręcamy w tą drogę, która doprowadza nas do Svinafellsjokull – zorganizowana wycieczka znika nam z oczu podążając w górę lodowca, my postanawiamy zrobić kilka zdjęć brudnym, obsypanym kamieniami i pyłem bryłom lodu. Gdzieniegdzie przebija jednak błękit lodu. No cóż, natura w najczystszej postaci.

Przylądek Ingolfshofdi to dogodne miejsce do obserwacji ptaków morskich, fok i wielorybów, aczkolwiek nie o tej porze roku, gdyż po ze względu na zalane tereny nie sposób tam dotrzeć. Droga i tak nadaje się tylko dla samochodów 4×4 chociaż i chociaż teren jest prywatny przejazd jest dozwolony. Postawiony jednak znak o cenie akcji ratunkowej skutecznie odstrasza przed udaniem się tam na własną rękę. Właściciel terenu organizuje przejazdy traktorami (chociaż przy takim stanie wód na pewno nie 1 czerwca 😉

W drodze do słynnej laguny lodowcowej widać Fjallsjokull już o jaśniejszym kolorze niż poprzednie lodowce, które mijaliśmy. Jokulsarlon to wyjątkowe miejsce i cieszymy się, że dotarliśmy tu podczas słonecznych chwil. Topniejące bryły lodu wypływające na otwarty ocean to wspaniały widok. Szkoda tylko, że w większości pokryte są pyłem wulkanicznym, ale taka już jest natura. Dla turystów organizowane są amfibiami wycieczki po zatoce.

Niewątpliwie jedną z najciekawszych pozycji naszych islandzkich wakacji jest wyjazd drogą F985 na lodowiec Skalafellsjokull. Droga nie prowadzi przez jakieś szczególnie niedostępny czy niebezpieczny teren, jednak jest zaliczana do dróg F ze względu na strome podjazdy. Przepiękne widoki, śnieżna biel lodowca i śnieg na drodze uniemożliwiający dalszą jazdę i schronisko tonące w białym puchu na długo pozostaną w naszej pamięci. Warto tam być. Powrotna podróż była gorsza, ze względu na chmury i gęstą mgłę nie było widać nic i tutaj przydała się nawigacja, która pokazywała jak prowadzi droga i w którą stronę jest następny zakręt ;-).

Wieczorem przyjeżdżamy do Hofn, znów wychodzi słońce i rozświetla malutki porcik. Tankujemy paliwo i do hotelu.

Nocleg: hotel Edda Nesjakoli (94€/pokój dwuosobowy ze śniadaniem) – hotel bardzo budżetowy, ze wspólnymi łazienkami (umywalka w pokoju), z praktycznych rzeczy brak czajnika w pokoju, śniadanie ok.

Paliwo (benzyna 95): 1L = 237,4 ISK, 35,63L = 8459 ISK

Ilość przejechanych kilometrów: 353

Przykładowe ceny:
znaczek pocztowy – 165 ISK
kartka pocztowa – 100 ISK
kawa w biurze informacji turystycznej Skaftafell – 300 ISK

 

Dzień szósty

Wieczorem było ładnie, dziś już pogoda nie rozpieszcza. Co chwila patrzymy w niebo z obawą kiedy zacznie padać. I zaczyna. Czym dalej od Reykjaviku tym większa głusza. Niewyobrażalne, że jeszcze niedawno mieszkańcy tych terenów, by dostać się do stolicy kraju musieli objeżdżać całą wyspę od północy. Odległości są duże, drogi kręte i szutrowe, najwygodniej jest więc podróżować samolotem, stąd częste tutaj lokalne lotniska. Mijamy pasące się przy drodze renifery – nie są one jednak rdzennymi mieszkańcami wyspy, bo przypłynęły tu z osadnikami.

Pierwszy postój mamy w Hvalnes. Jest szaro, mgliście, wieje silny wiatr, aż nie chce się wychodzić z samochodu ;-). Kontynuujemy podróż jedynką, ale chwilowo odłączamy się od niej jadąc dalej wzdłuż wybrzeża drogą 96. Pogoda jednak nie zachęca, pewnie byłoby tu przepięknie w słońcu, dziś naprawdę niewiele widać.

Dojeżdżamy do Egilsstadir, ale tego dnia mamy jeszcze dwie atrakcje do zobaczenia – jedną z nich jest podobno malownicza miejscowość Seydisfjordur. To tutaj przypływają promy z Europy. Rzeczywiście, jak na islandzkie standardy ciekawie tutaj – a to dlatego, że są tutaj kolorowe, drewniane domki wykonane z elementów przywiezionych z Norwegii ;-). Pobocza drogi 93 prowadzącej do miasteczka i fiordu nadal pokryte są śniegiem, a na przełęczy panuje bardzo gęsta mgła. Po drodze mijamy wodospad Gufufoss.

Liczymy, że droga do Bakkagerdi będzie równie ciekawa i tak też jest. Widoki są cudne, błękit nieba i morza kontrastuje z bielą śniegu ciągle pokrywającą góry. Po jego stopnieniu to miejsce nie będzie już wyglądać tak atrakcyjnie. Po ilości śniegu człowiek wątpi, że latem go nie ma. Jesteśmy tu też dlatego, iż podobno na Hafnarbjarg mają swoje gniazda maskonury, ptaki żyjące na pełnym morzu, przylatujące na skały tylko w okresie lęgowym. Chociaż oczywiście ze względu na lęgi miejsce to jest zamknięte udaje nam się przycupnąć z boku i zaobserwować parę tych przepięknych ptaków.

Nocleg: hotel Egilsstradir (80€/pokój dwuosobowy ze śniadaniem), ok, choć brak i czajnika i suszarki

Paliwo (benzyna 95): 1L = 243,4 ISK, 39,68L = 9658 ISK

Ilość przejechanych kilometrów: 466

Przykładowe ceny:
chipsy solone – 389 ISK
chipsy paprykowe – 489 ISK
ciastko – 109 ISK
coca-cola 1L – 227 ISK
kabanosy – 597 ISK
sałatka 300g – 343 ISK
bułka – 104 ISK
chleb z ziarnami – 327 ISK 

 

Dzień siódmy

Zapowiada się ładny dzień, więc mamy nadzieję na ciekawe zdjęcia. Najpierw jednak musimy Ring Road dojechać do atrakcji na północy Islandii. Wspaniale w takiej pogodzie prezentują się geotermalne pola Hverir: kolory są nieziemskie, a krajobraz jak z innej planety. Objazd jeziora Myvatn również obfituje w atrakcje krajobrazowo-przyrodnicze. Nam do gustu przypadły w szczególności pseudokratery Skutustadir.

Podobnie malowniczo-księżycowo jest na wulkanie Krafla, gdzie można podziwiać eksplozyjny krater Viti z jeziorkiem. Na krater można wspiąć się z pobliskiego parkingu.

Wracamy dość spory kawałek drogi, by wjechać na szutrową 864 prowadzącą do olbrzymiego wodospadu Dettifoss, który z racji siły przepływu wody należy do największych w Europie. Około dwadzieścia minut spaceru dzieli nas od tego monstrum. Wrażenie niesamowite! Przy nim kontynentalne wodospady są jak Polska przy ZSRR ;-). Dodatkowym atutem jest kanion, w którym płynie rzeka, a który przywodzi na myśl podobne amerykańskie obrazki… W końcu Islandia leży w Europie i Ameryce 🙂 Kolejne 20 minut spaceru i jesteśmy przy wodospadzie Selfoss – szerszym i dużo niższym, no i nie tak powalającym jak jego sąsiad.

Sporo turystów przybyło do wąwozu Asbyrgi, my jednak kierujemy się w stronę Husavik, gdyż dzień wcześniej postanowiliśmy zapolować na wieloryby (oczywiście aparatem fotograficznym). Wsiadamy na Haukur, szkuner, z którego North Sailing jest dumne i rozpoczynamy długi, czterogodzinny rejs, obejmujący obserwację maskonurów, wielorybów i żeglowanie. Dzięki specjalnym kombinezonom i gorącej czekoladzie nie czuć chłodu, ale gdyby nie to wyglądalibyśmy jak sopelki lodu ;-). Niestety widzimy jedynie Humbaki, niestety dlatego, że widać je przez dosłownie parę chwil, kiedy robią kilka wydechów i znów znikają pod powierzchnią wody na kilka minut. Płyniemy za nimi przez dłuższy czas, niemniej ciągle jest mało…

Nocleg: Fossholl Guesthouse (98€/pokój dwuosobowy ze śniadaniem) – pokój tylko z umywalką, za to z widokiem na wodospad Godafoss.

Paliwo (benzyna 95): 1L = 237,4 ISK, 37,11L = 8810 ISK

Rejs obserwacyjny wielorybów: 54€/osobę

Ilość przejechanych kilometrów: 446

 

Dzień ósmy

Budzimy się rano i już wiemy – wodospad Godafoss koniecznie trzeba fotografować wczesnym świtem, znaczy rano. Dziś czeka nas sporo kilometrów do przejechania właściwie bez zwiedzania. Ale na dobry początek dnia chcemy obejrzeć Aldeyarfoss, jeden z najbardziej malowniczych islandzkich wodospadów, jak informuje nas przewodnik. Najpierw mkniemy drogą 842, następnie otwieramy (i zamykamy) bramkę i jedziemy kawałek F26, chociaż znaki informują, że droga od wodospadu jest jeszcze zamknięta. Niestety żeby zobaczyć ten wodospad w całej „malowniczości” należy przyjechać tutaj rano.

Jedynką docieramy do Eyjafjordur i znaki informują nas o skansenie w Laufas, postanawiamy więc tam podjechać. Są to właściwie pozostałości farmy, w domkach krytych darnią zgromadzono sprzęty domowe i rolnicze. Kolejnym skansenem na naszej drodze jest znany Glaumbaer – również dobrze zachowana farma, w której urządzono muzeum ludowe.

Ring Road jedziemy do skrzyżowania z drogą 61, a następnie skręcamy w 59, jedną z najgorszych islandzkich dróg, którymi było nam dane jechać – bardzo zniszczony szuter. Jeszcze tylko kilkadziesiąt kilkometrów 60 na północ i jesteśmy na miejscu, gdzie spędzimy kolejne dwie noce.

Nocleg: hotel Edda Laugar (94€/pokój dwuosobowy ze śniadaniem), pokój z umywalką, hotele Edda oferują warunki schroniskowe 😉

Paliwo: (benzyna 95): 1L = 234,4 ISK, 16,26L = 3958 ISK

Paliwo: (benzyna 95): 1L = 232,3 ISK, 34,44L = 8000 ISK

Ilość przejechanych kilometrów: 503

Przykładowe ceny:
salami – 348 ISK
sałatka – 334 ISK
bagietka – 129 ISK
ciastko – 189 ISK
łosoś – 220 ISK

 

Dzień jedenasty

Mamy nadzieję, że ostatni dzień zwiedzania będzie równie pogodny jak poprzedni. Wprawdzie jest pochmurno, ale czasami wygląda słońce. Ruszamy drogą 54 na południe, do Borgarfjordur, a stamtąd w głąb lądu, w kierunku Reykholt. Na naszej liście wodospadów do zaliczenia 😉 są koleje dwa: Barnafoss i Hraunfossar. Szczególnie ten drugi jest bardzo ciekawy. Islandia ma to do siebie, iż mimo że wydawać by się mogło nic tam nie ma, a wszystko jest do siebie podobne, tymczasem okazuje się, że wszystko jest inne, zróżnicowanie ogromne, widoki przeróżne i wodospad każdy jest inny.

Do Ring Road wracamy tą samą drogą. Naszym kolejnym przystankiem ma być Akranes, ale po objechaniu miasteczka stwierdzamy, że nie ma tu nic ciekawego. Jedziemy więc wzdłuż Hvalfjordur drogą 47 by wspiąc się do najwyższego wodospadu na Islandii – Glymur. Na parkingu znajduje się tablica informacyjna mówiąca o trudności pokonania trasy. Jedyną przeszkodą jednak może być szlak, który czym wyżej człowiek się wspina zaczyna powoli zanikać… Nie byłby to wielki problem (w końcu wodospad jest widoczny), gdyby nie fakt, iż skał w nie każdym miejscu można pokonać, więc czasem człowiek musi się wracać 🙁

 

Ostatni nocleg mamy w Reykjaviku, inny niż pierwszy, gdyż ten był już zarezerwowany. Chcemy zrobić zakupy, ale okazuje się, że czasu mamy niewiele (duże centra handlowe czynne są do 18.00-19.00), ostatecznie lądujemy w basenach termalnych, które czynne są do 23.00 🙂

Nocleg: hotel Floki (56€/pokój dwuosobowy ze śniadaniem)

Paliwo (benzyna 95): 1L = 232,3 ISK, 65,65L = 15250 ISK

Ilość przejechanych kilometrów: 395

Przykładowe ceny:
tunel pod fiordem Innriholmur-Saurbaer – 900 ISK
baseny termalne Laugarddalslang – 450 ISK
jagnięcina 0,4kg – 1487 ISK
suszony łupacz – 777 ISK

Dzień ostatni, koniec fascynującej przygody…

Wcześnie rano podjeżdżamy na lotnisko. Okazuje się, że prawie wszystkie loty są opóźnione… Co się dzieje? Strajk pracowników obsługi technicznej lotniska. Prawdopodobnie wyloty rozpoczną się o godzinie 10.00. Jeśli tak będzie możemy nie zdążyć na lot z Kopenhagi do Warszawy. Tymczasem przy tanich liniach lecących bezpośrednio do Warszawy nie ma opóźnienia. Ale gdy przed 10.00 zjawiamy się pod swoją bramką u nich pisze „następna informacja 10.30”. Nasz samolot wylatuje o 10.30 i już wiemy, że spóźnimy się na przesiadkę. W Kopenhadze proponują nam lot przez Hamburg, kolejny bezpośredni do Warszawy jest już pełny. W Hamburgu jest 50 minut na przesiadkę i mamy słuszne podejrzenia, że bagaż nie zdąży. Lądując o 22.00 w Warszawie widzimy informację, że bezpośredni tani lot z Keflaviku wyląduje za pół godziny. Oni siedzieli cały dzień na lotnisku, a my w tym czasie zwiedziliśmy pół Europy ;-). I zgubiono nam bagaż, który dotarł do nas dwa dni później…

Nocleg: dom

Paliwo (benzyna 95): 1L = 232 ISK, 4,3L = 1000 ISK

Ilość przejechanych kilometrów: 50

Przykładowe ceny (lotnisko):
woda mineralna 0,5L – 199 ISK
7UP 0,5L – 249 ISK
kawa – 355 ISK
naleśniki – 259 ISK
pączki Kleinur 10 szt. – 599 ISK
ciasteczka Kanilsnugar 300g – 699 ISK
sezamki 100g – 499 ISK
wódka Reykya 0,7L – 1799 ISK
wódka Eldur IS 0,5L – 899 ISK

 

Podsumowanie

przelot: 2900 PLN

koszty noclegów: 3630 PLN

wynajęcie samochodu: 6066 PLN

koszty paliwa: 2386 PLN

koszty wstępów do zwiedzanych obiektów: 727 PLN

parking W-wa: 132 PLN

inne koszty(drobne zakupy, pamiątki, kawiarnie, alkohole): 728 PLN

ilość przejechanych kilometrów: 4361

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *