4 dniowa wyprawa w Tatry – nasza jesienna relacja

Tatry relacja z wyprawy

TATRY – czyli jak pokochaliśmy nasze polskie Mount Everest 🙂

Tatry to niesamowite góry. Mimo sił, chęci, umiejętności mogą pokonać w mgnieniu oka. Są dzikie i nieokrzesane. Porażają swoim ogromem. I są blisko 🙂 Dojeżdżając do celu teren się spłaszcza i nagle wyrastają ONE – wysokie, dzikie, tajemnicze.

Najwygodniej spać w schroniskach. Inaczej dodajesz do swoich wycieczek codziennie ze trzy, cztery godziny. Ale chcąc zarezerwować nocleg w pokoju dwuosobowym rezerwacji trzeba dokonać parę miesięcy wcześniej. Dodatkowo musisz wziąć pod uwagę fakt, że kuchnia zwykle jest czynna od godziny 7:30. Jeśli jesteś rannym ptaszkiem możesz nie mieć na trasę gorącej herbaty. Natomiast poranek w górach jest niesamowitą sprawą – dookoła cisza… Ty i góry… Jeśli schroniska nie wchodzą w grę, a chcesz nacieszyć się górami i nie zniechęcić nadmiarem turystów w Zakopanem polecam bazę jak najdalej od Krupówek.

Czerwiec i wrzesień to najlepsze miesiące na wyjazdy w Tatry. W czerwcu jest długi dzień – nie ma więc dużego ryzyka, że zaskoczy cię zmierzch. We wrześniu trzeba wstać wcześniej – ale i radość większa – o szóstej rano na szlakach rzadko można kogoś spotkać. W zamian można spotkać zwierzęta: sarny, kozice.

Polskie Tatry - wędrówka

Tatry i nasza jesienna wyprawa

Poniżej przedstawiam opis naszych wędrówek. Niestety Tatry powoli wykańczają moje kolana. Po godzinie schodzenia (już pierwszego dnia) mam dosyć. Dlatego staram się tak planować wycieczki, aby schodzić jak najkrócej lub zjeżdżać możliwymi środkami transportu (kolejka, furmanka). Absolutnie się tego nie wstydzę.

Dzień pierwszy – 06.09.2017

Kuźnice – Hala Gąsienicowa – Dolina Gąsienicowa – Czarny Staw – Zmarzły Staw – Kozia Przełęcz – Kozi Wierch – Dolina Pięciu Stawów – Morskie Oko – Palenica Białczańska

Etap pierwszy Kuźnice – Hala Gąsienicowa można przejść dwoma wariantami – przez Dolinę Jaworzynki i przez Boczań. Pierwsza trasa wiedzie doliną, dopiero przeszedłszy ją dochodzi się „pod górkę”, którą zdobywa się wchodząc po kamiennych schodach.

Trasa przez Boczań prowadzi kamienistym traktem – ciągle, ale stopniowo pniesz się pod górę. Po około półtorej godzinie, na Przełęczy między Kopami, szlaki się łączą i razem podążają do schroniska Murowaniec. Dotarłszy tutaj nawet rano ok. godziny 8.00 ludzi jest mnóstwo – to ci, którzy tutaj nocowali. Hala i Dolina Gąsienicowa to naszym skromnym zdaniem najpiękniejsza dolina i hala w Tatrach. Otaczająca je Orla Perć oraz Kościelec i Świnica tworzą niepowtarzalną atmosferę i niesamowite widoki. Przy czym koniecznie trzeba przyjść tutaj właśnie od strony Kuźnic.

Dolina pięciu stawów

Potem Czarny Staw, w którym odbija się zieleń Małego Kościelca i gołe skały Kościelca „właściwego”. Stąd właśnie odchodzi szlak na Kościelec – szczyt, z którego widać wszystkie stawki gąsienicowe. To właśnie podczas wędrówki na Kościelec ponad 10 lat temu jedno z nas doświadczyło potęgi gór, był wrzesień, ale warunki zimowe, był nieodpowiedzialny przewodnik i dość duża grupa osób. Wszystko dobrze się skończyło, ale ta sytuacja wywarła ślad w psychice. Góry są piękne dlatego, że to one stawiają warunki, że potrafią zwyciężyć w sposób, który cię nie zniechęca, wręcz przeciwnie, daje ci ukojenie i szczęście.

Czarny Staw obchodzi się od strony wschodniej i dociera do miejsca, gdzie rozpoczyna się szlak bardzo trudny. Tutaj następuje wejście kilkadziesiąt metrów w górę – do Zmarzłego Stawu, który przy Czarnym jaki się jako jego ubogi krewny. Przed Zmarzłym odchodzi szlak na Zawrat, my podążamy w stronę Koziej Przełęczy.

Wejście nie jest trudne, w jednym miejscu trzeba tylko się dość intensywnie podciągnąć na łańcuchu (których na tym szlaku jest kilka). Sama Kozia Przełęcz to miejsce na jedną kozę… Spotykają się tam szlaki czerwony i żółty, lepiej być tam wcześniej by uniknąć tłoku. Widać mało, przysiąść nie ma gdzie, po prostu robi się krok i przełęcz pokonana. Dopiero tutaj zaczynają się „schody”, a właściwie łańcuchy, drabinki, klamry. Fragment Orlej Perci Kozia Przełęcz – Kozi Wierch określany jako jeden z najtrudniejszych szlaków w polskich Tatrach – nie okazał się aż tak trudny, jak się spodziewaliśmy, aczkolwiek wiele osób pewnie myślało inaczej, co widać na załączonych zdjęciach…

Z Koziego Wierchu (najwyższy szczyt całkowicie należący do Polski) roztacza się piękna panorama Doliny Pięciu Stawów Polskich – widać wszystkie stawy tej doliny (oprócz szóstego stawu jakim jest Wole Oko). Dodatkowo większość szczytów Tatr Wysokich jak na dłoni 🙂

Zejście spokojne, po kamiennych stopniach w dół – szlakiem czarnym do Doliny Pięciu Stawów. Czyli jeśli ktoś chce zobaczyć piękny widok z Koziego Wierchu, a ze wspinaczką nie jest obeznany, może tym szlakiem wejść i zejść.

Nie lubię schodzić po łańcuchach… W ogóle nie lubię schodzić, bo zawsze mi kolana nawalają…

Przy schronisku w Dolinie Pięciu Stawów jesteśmy świadkami ciekawej sceny. Wycieczka emerytów rozstaje się, jedna kobieta pyta: „Ale powiedzcie, gdzie stoi nasz autokar, abyśmy spokojnie trafiły”. „W Dolinie Roztoki” – pada odpowiedź. Natychmiast jest następna „Nie w Dolinie Roztoki, tylko w Panicy” Następna osoba – „To nie Panica, tylko Planica”, „Tak, tak, Planica”, potakują inne panie… W tym momencie nie wytrzymuje siedzący obok przewodnik. „Palenica, bo Planica jest w Słowenii…”

Do Morskiego Oka (a właściwie tylko w jego pobliże) schodzimy szlakiem niebieskim przez Świstówkę. Ostatni etap pokonujemy furmanką. Nie, jechanie w góry tylko po to, by chodzić asfaltem nas nie bawi. Dodatkowo moje kolana nie są stworzone do schodzenia, one akceptują tylko kierunek pod górę…

Dzień drugi – bywa ciężko

Kuźnice – Dolina Gąsienicowa – Czarny Staw – Granaty – Zmarzły Staw – Czarny Staw – Dolina Gąsienicowa – Kuźnice

Początek trasy to powtórka z dnia poprzedniego. Przy Czarnym Stawie zostawiam męża. Bolą go nogi, ma obdarte stopy. E tam, po prostu marudzi. Dostaje mapę i zegarek. Ja biorę jego komórkę, bo jak Tomek wpadnie do stawu, to i tak na nic się nie zda, a mi może się przydać 😉 Wiem, nie powinno się chodzić samotnie. Ale czy to moja wina, że nikt nie chce ze mną chodzić? Przy wejściu na szlak czytam o spadających kamieniach, a za mną ruszają cztery następne osoby. By nie stwarzać zagrożenia 😉 przyspieszam. Idzie się bardzo wygodnie, po kamiennych stopniach. W drodze mijam jeszcze dwóch mężczyzn z niewyłączalną kamerą. I widzę kozicę wspaniale wspartą o skałę, niestety drugi obiektyw został w plecaku męża, żałuję, że go nie wzięłam.

Znaki mówią, że na szczyt Skrajnego Granatu idzie się 2 godziny. Bez zbędnego balastu (mąż) 🙂 docieram w 1h15min.

Ze Skrajnego i Pośredniego Granatu rozciąga się najpiękniejszy widok w Tatrach, jaki dotąd widziałam… A widziałam mało, bo rzadko trafiam na dobrą widoczność 🙁 Szlak jednak polecam tylko wytrawnym taternikom 😉 , prawie żadnych zabezpieczeń, w jednym miejscu trzeba wykonać duży krok nad przepaścią (jak na moje 152cm wzrostu to trochę za duży krok)… Nie wiem, może ze względu na brak zabezpieczeń, a może to dlatego, że szłam sama i dość dużym tempem (żeby mąż się nie martwił zbyt długą moją nieobecnością), ale odniosłam wrażenie, że szlak jest bardzo trudny. Wniosek? Trzeba się wspinać nie patrząc w dół…

W przeciwną stronę (szlakiem zielonym na Zadni, zejście ze Skrajnego) jednak bym się nie zdecydowała. Chociaż wejście szlakiem zielonym jest łatwe, pozostaje pytanie, co dalej? Wiem, nie lubię schodzić… Zejście ze Skrajnego do Doliny Gąsienicowej wymaga dość dużej sprawności – nie ma tam żadnych ułatwień a wysokość duża. Wspinanie zawsze jest prostsze.

Polskie Tatry - szlak

Będąc na Zadnim Granacie widzę Tomka. Wchodzi zielonym. Macham mu, ale on, obliczywszy czas wypatruje mnie na Skrajnym. Dopiero gdy już jestem niżej zauważa mnie. Siada zadowolony… Że nie musi wchodzić, oczywiście 😉

Powrót tą samą trasą. Ale jest już źle. Najgorzej od Murowańca do Kuźnic – zatrzymujemy się na odpoczynki dosłownie co chwilę. Jeśli moje kolana dotrwają do Kuźnic – będę najszczęśliwszą osobą na ziemi. I jestem 🙂

Dzień trzeci – trochę odpoczynku

Palenica Białczańska – Dolina Roztoki – Dolina Pięciu Stawów – Szpiglasowa Przełęcz (i Szpiglasowy Wierch) – Morskie Oko – Palenica Białczańska

Wychodzimy po szóstej. Docieramy do drogi prowadzącej do Palenicy Białczańskiej. Podobno busiki jeżdżą co chwilę od 6.00. Niestety. Pierwszy dopiero pojawia się o 6.55. Oczywiście jest pełny (kierowca nie ruszy z centrum dopóki cały pojazd się nie zapełni), ale na szczęście zatrzymuje się i nas zabiera.

Najpierw czeka nas półgodzinne podejście asfaltem – potem skręcamy w Dolinę Roztoki. Notabene o tej porze dnia (ranek) prezentuje się naprawdę atrakcyjnie – jest bardzo malownicza i tajemnicza, taki romantyczny zakątek.

Kiedy docieramy do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów ok. 10.30 (rano) kuchnia jest nieczynna. W sumie to fakt – ci, którzy tam śpią – dawno wyszli (chociaż nie wszyscy – widzieliśmy parkę, która dopiero co zeszła na śniadanie), a pierwsi, którzy tam docierają robią to ok. południa… No, cóż, tym razem szarlotka pozostała w sferze marzeń…

W końcu docieramy do Przełęczy Szpiglasowej. Na Sziglasowy lecę sama, mąż odpoczywa… Z obu miejsc roztaczają się ładne widoki.

Schodząc do Morskiego Oka mijamy ok. 15.00 samotnego mężczyznę rozmawiającego przez telefon komórkowy: „No, dlatego mówię, na Zawracie muszę być najpóźniej o 18.30. A potem założę czołówkę i spokojnie”. No tak, dla nas to nie fantazja, ale kompletny brak odpowiedzialności…

Oczywiście ostatni etap pokonujemy z pomocą furmanki 🙂

Ogólnie bardzo przyjemna trasa. Dla tych, którzy nie lubią się męczyć, a mogą i lubią schodzić – polecam wersję odwrotną – start spod Morskiego Oka. Od Przełęczy w kierunku 5 Stawów jest parę łańcuchów, ale do przejścia. Widzieliśmy śmigającą tamtędy zakonnicę w habicie… Jeśli kogoś strach obleci – zawsze może wrócić tą samą drogą 🙂

Dzień czwarty  – powrót

Kuźnice – Dolina Gąsienicowa – Czarny Staw – Zmarzły Staw – Zawrat – Świnica – Kasprowy – Kuźnice

Mąż rano budzi się i mówi, że nigdzie nie idzie. Odpowiadam, że ostatni raz pojechał ze mną w Tatry… Ubiera się 🙂

I tym razem powtarza się trasa z pierwszego i drugiego dnia. Przed Zmarzłym Stawem skręcamy na Zarat. Zawrat – o tym miejscu krążą legendy – w tym miejscu dużo ludzi ginie. Jak zwykle chodzi o nierozsądek – trzeba spokojnie postać w kolejce, aż zwolni się łańcuch, nie omijać ludzi bokiem, wchodzić przede wszystkim powoli i spokojnie, dużo odpoczywać – jeśli zakręci się w głowie – jesteśmy straceni 😉

Jeśli ktoś chce podziwiać widok z Zawratu, ale dotrzeć tam bez wysiłku i problemów – polecam niebieski szlak z Doliny Pięciu Stawów – spokojnie wejście po stopniach.

Dopiero na Zawracie wyciągam aparat – okazuje się, że nie działa. W tej chwili jest już w serwisie… czuję się, jak bez ręki 🙁 Wielkiej straty nie ma – widok nie zwala z nóg. Ładnie widać jedynie częściowo Dolinę Pięciu Stawów. Widok na Dolinę Gąsienicową przesłania skała Zawratowej Turni. Widok ze Świnicy też mnie rozczarowuje. Schodząc mijamy mnóstwo turystów, którzy wjechali na Kasprowy i skuszeni pozorną bliskością Świnicy – ruszyli w jej kierunku. Spotykamy m.in. parkę – dziewczynę w tenisówkach i chłopaka w wizytowych sandałach. Bez komentarza…

Oczywiście, z racji moich predyspozycji fizycznych, ostatni fragment trasy pokonujemy kolejką.

Wieczorem wypad na Głodówkę. Wspaniała panorama Tatr. „Tak, ten rodzaj turystyki lubię najbardziej – mówi mój mąż – widzę wspaniałe widoki nie wysiadając z samochodu”.

KONIEC. Ale plan na następny wyjazd już wyznaczony. Rok bez Tatr to rok stracony!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *